header1.jpgheader2.jpgheader3.jpgheader4.jpgheader5.jpgheader6.jpg

logo

Zdrowie

Jedzenie jak lekarstwo

Ocena użytkowników:  / 5
SłabyŚwietny 

Jedzenie jak lekarstwo

Wzrasta liczba dowodów na to, że odpowiednie odżywanie może zwiększyć efektywność leczenia raka. Niestety, niewielu pacjentów o tym wie.

Odpowiednia dieta pomaga w walce z rakiem, ale bardzo niewielu chorych otrzymuje porady, jak zmienić swój jadłospis. Nowe badania pokazują, jak ważne w zmaganiach z tą chorobą jest właściwe odżywianie się.

Znaczenie zdrowego jedzenia w profilaktyce nowotworowej dostrzegają już niemal wszyscy. Światowy Fundusz Badań nad Rakiem (WCRF) poświęcił temu problemowi 650-stronicową „biblię” wypełnioną tysiącami wyników badań. A jeszcze do niedawna nikt nie zwracał uwagi na odpowiednią dietę.

Coraz więcej jest dowodów na to, że sposób odżywiania się pacjenta może mieć wpływ na przebieg choroby. Nowy raport Funduszu, który ma ukazać się w przyszłym roku, po raz pierwszy będzie zawierał rozdział o żywieniu osób zmagających się z rakiem. Jak na razie te istotne informacje nie docierają jednak do samych zainteresowanych.  

Niedawna ankieta Bristol Cancer Help Center, pozarządowej organizacji znanej z holistycznego podejścia i promowania zdrowego żywienia w walce z nowotworami, pokazuje, że 83 procent pacjentów nie otrzymało od lekarzy żadnych wskazówek co do diety. 38 procent osób, które same zmieniły swój jadłospis w związku z chorobą, spotkało się z krytyczną lub niechętną reakcją ze strony doktora lub pielęgniarki.  

Niektórzy eksperci sądzą, że odpowiednie odżywianie się powinno być częścią leczenia nowotworów w takim samym stopniu, jak lekarstwa czy operacje. Dlaczego więc zwraca się na nie tak mało uwagi? Przyczyna leży po części w braku wiarygodnych badań. Ale równie ważnym powodem jest to, że – w odróżnieniu od farmaceutycznych rozwiązań – przemysł nie zarobi pieniędzy na terapii, której podstawę stanowi zdrowy rozsądek. Nie chodzi tu bowiem o żadne dziwaczne nowinki. Michael Gearin-Tosh, naukowiec z Oksfordu, był pewien, że uda mu się pokonać złośliwego szpiczaka za pomocą diety składającej się z soków warzywnych i surowego czosnku. Większość lekarzy była mocno sceptyczna (Gearin-Tosh zmarł w zeszłym roku wskutek zatrucia krwi). Bardziej przekonujące i rozsądne jest założenie, że utrzymanie wysokiego poziomu odżywiania i stałej wagi w trakcie oraz po kuracji może zwiększyć efektywność leczenia.

„Codziennie obserwujemy, jak dzięki zdrowej diecie ludziom poprawia się samopoczucie fizyczne i psychiczne”– mówi Liz Butler, technolog żywienia w Bristol Center. Simon Cawthorn, konsultant ds. chirurgii piersi w szpitalu Frenchay w Bristolu idzie jeszcze dalej: „Są dowody na to, że pewne potrawy bardziej niż inne pomagają pacjentom w walce z rakiem i zmniejszają ryzyko nawrotu choroby”.  

Wyniki australijskich badań, opublikowane w 2003 roku w periodyku „International Journal Of Cancer”, wskazują, że kobiety z nowotworem jajnika, które jadły dużo warzyw, miały większą szansę na dłuższe przeżycie, podczas gdy pacjentki, które spożywały duże ilości nabiału, były bardziej narażone na przedwczesną śmierć.  

Analiza badań dotyczących raka piersi pokazuje, że w pięciu przypadkach na osiem wystąpił związek między zwiększonym spożyciem owoców i warzyw a wyższymi wskaźnikami przeżywalności. Ponadto ogłoszone w zeszłym roku wyniki dużej amerykańskiej próby 2437 kobiet po menopauzie we wczesnym stadium raka piersi dowodzą, że pacjentki, które oprócz konwencjonalnej terapii otrzymały także dietetyczne zalecenie ograniczenia spożycia tłuszczów, rzadziej doświadczały nawrotu choroby niż pacjentki, którym tego nie powiedziano. Różnica ta zaznaczyła się zwłaszcza w grupie kobiet, u których nowotwór piersi nie miał związku z zaburzeniami hormonalnymi. „To doniosłe odkrycie. Zmieni ono opinię świata medycyny – ocenia Richard Rainsbury, specjalista chirurgii piersi w Szpitalu Hrabstwa Hampshire w Winchester, który chciałby przeprowadzić podobne badania w Wielkiej Brytanii. – Do tej pory we wszystkich badaniach nad nowotworem piersi pytano kobiety, co jadały przed zachorowaniem. To była pierwsza próba ingerencyjna i na pewno trudno będzie środowisku zignorować te wyniki”.  

Przeprowadzenie eksperymentu polegającego na wpływaniu na sposób odżywiania nastręcza wiele trudności, twierdzi dietetyczka Barbara Parry z zespołu dra Rainsbury’ego. „Farmaceutyki generują ogromne pieniądze, które potem są inwestowane w badania. Przy interwencji dietetycznej nie tak łatwo jak w testach leków dostrzec przyczynę i skutek, a żadna firma nie czerpie z tego zysków – zauważa Parry. – Patenty przyznawane są rzadko, trudno więc zdobyć środki. Poza tym eksperymenty z dietą przynoszą efekty dopiero po dłuższym czasie, nawet po pięciu latach, podczas gdy wyniki testów leków są szybsze i bardziej efektowne”.  

Tylko radykałowie sugerowaliby porzucenie konwencjonalnej terapii nowotworów na rzecz samej diety. Dziwi jednak, że mimo poważnego wpływu choroby i jej leczenia na układ pokarmowy pacjenci nie otrzymują porad na temat odżywiania się. „Wskutek stresu, działania leków lub samej choroby może zanikać apetyt – twierdzi Liz Butler. – U trzech czwartych respondentów naszej ankiety po leczeniu zmieniła się waga ciała, ale tylko 15 procent otrzymało od swoich lekarzy wskazówki, jak osiągnąć optymalną masę. A badania pokazują, że przy nowotworach piersi nadwaga oznacza gorsze rokowania. Również niedożywienie to gorsze prognozy: skuteczność leków jest wtedy mniejsza, pojawia się więcej skutków ubocznych”.  

Wielu uczestników ankiety Bristol Center poszukiwało informacji o właściwym odżywianiu. „Znajdują je w książkach, czasopismach, u rodziny, przyjaciół, no i w internecie – mówi Butler. – Problem w tym, że spora część tych danych może być wątpliwej jakości”.  

Zdrowa dieta wspiera funkcje immunologiczne i regeneracyjne organizmu. Ma także dla pacjentów znaczenie psychologiczne – czują, że mogą coś dla siebie zrobić, nawet gdy ciężka choroba i leczenie zdają się wypełniać całe ich życie. Przeważająca część, 95 procent respondentów, wierzyła, że zdrowe odżywianie pełni ważną rolę w ich powrocie do zdrowia.  

U Janis Dear, wykładowczyni uniwersyteckiej z Tonbridge w Kent, w 2002 roku wykryto trzy złośliwe guzy piersi. Po wizycie w Bristol zaczęła jeść więcej owoców, warzyw i produktów pełnoziarnistych, ograniczyła zaś spożycie produktów przetworzonych. „Byłam pewna, że wcześniej odżywiałam się zdrowo, ale teraz wiem, że w mojej diecie były niedobory żywieniowe. Nie mam wątpliwości, iż moja reakcja na chemioterapię – którą lekarz określił jako »fenomenalną«, co znaczyło, że nie musiałam poddawać się mastektomii –wzięła się stąd, że zadbałam o duchowe, emocjonalne i żywieniowe potrzeby mojego organizmu. Dzięki temu pracował on na pełnych obrotach i mógł pokonać raka”.  

Co jeść, by wygrać z rakiem?  

* Bristol Center, opierając się na najnowszych badaniach, zaleca chorym na nowotwór jeść żywność organiczną, kiedy to tylko możliwe.  

* Należy spożywać duże ilości: produktów pełnoziarnistych, świeżych warzyw i owoców (8 do 10 razy dziennie), roślin strączkowych, orzechów i ziaren, ryb oleistych, bogatych w kwasy tłuszczowe Omega-3 (łosoś, makrela, węgorz, panga), ziół i przypraw, olejów roślinnych tłoczonych na zimno, soków i wody (1,5 do 2 litrów dziennie).  

* W umiarkowanej ilości można jeść: drób i jajka (z naturalnych hodowli), niehodowlane białe ryby morskie (np. dorsz, flądra, halibut) oraz małe ryby oleiste (sardynki).  

* Trzeba ograniczyć do minimum: czerwone mięsa, mięsa wędzone, produkty konserwowane i solone, jedzenie grillowane i przypalone, artykuły przetworzone i mrożonki, kofeinę, alkohol, sól, tłuszcze trans i modyfikowane (margaryna, zupy w proszku, batony, frytki, chrupki, dania smażone, potrawy mrożone – przyp. Onet).  

Bristol umieścił na tej liście także nabiał, co wzbudziło pewne kontrowersje.  

Odstawcie mleko, poszukajcie innych źródeł białka i wapnia.

Mleko, pokarm właściwy dla ssaków, powinny jeść tylko MŁODE ssaki, nie dorosłe. Który dziko żyjący ssak pije mleko? Żaden. Tylko człowiek zmusza swój organizm do walki z trawieniem tego, co mu bardzo szkodzi w dorosłym życiu, poza tym uważam, że podawanie mleka dorosłym zwierzątom domowym też jest nie fair  - one także mają kłopoty żołądkowe, a nawet jeśli tego nie widać, u nich też zapychają się tętnice, perforują nerki, choruje wątroba. Odstawiając mleko - odstawiacie wiele problemów w przyszłości: za wysoki poziom cholesterolu, choroby jelit i żołądka, kłopoty z wątrobą.  

Pij MLEKO, będziesz kaleką - specjalisci ostrzegaja! Tylko WEGANIZM moze pomoc

Pij mleko, będziesz kaleką

Pij mleko, będziesz wielki jak Kayah albo Bogusław Linda - przekonują reklamy. Guzik prawda. Krowie mleko to nie przepis na karierę dla dziecka, ale na jego kłopoty.

O zaletach mleka zapewniają polskie dzieci, twórcy najgłośniejszej dziś społecznej reklamy, polityce i oczywiście koncerny mleczarskie, którym publiczna akcja jest wyjątkowo na rękę. Dziewczynka z reklamy jest nieśmiała, szczerbata i pewnie od dawna siedzi w ostatniej ławce. Kiedy przyznaje się klasie, że chciałaby zostać piosenkarką, dzieci wybuchają śmiechem. Dziewczynka wypija szklankę mleka i po latach zostaje gwiazdą popu. Przesłanie jest jasne.

Moda na picie

Akcja ruszyła we wrześniu 2002 roku i trwa do dziś. Jej organizator - Międzynarodowe Stowarzyszenie Reklamy - za swój cel uznał intensyfikację działań profilaktyki osteoporozy poprzez wykreowanie mody na picie mleka'. Inaczej mówiąc -  jak będziesz miał ciepły stosunek do mleka, nie będziesz w przyszłości chodził o kulach. Stowarzyszenie promuje mleko za darmo.

- Firmy reklamowe postrzegane są często jak krwiopijcy - przyznaje Paweł Kowalewski, wiceprezes Stowarzyszenia. - Postanowiliśmy to zmienić. Mleko, którego spożycie drastycznie w Polsce spada, wydało nam się odpowiednie.

W promocyjną machinę wciągnięto telewizję, rozgłośnie, gazety. I gwiazdy z pierwszych stron kolorowych czasopism. Nie tylko Kayah i Bogusława Lindę, ale też mistrza kierownicy Krzysztofa Hołowczyca i polską snowboardzistkę Jagnę Marczułajtis. Urodę Jagny można podziwiać w multipleksach, tuż przed pokazami 'Starej baśni'.

- Nie wahałam się ani chwili - zapewnia snowboardzistka. - To był wspaniały i oryginalny pomysł. Poza tym bardzo lubię mleko.

Nie tylko ona. Lubi je także mistrz świata w skokach narciarskich, Fin Veli-Matti Lindstroem, który w prasie i telewizji postanowił (choć już nie za darmo) promować... polskie świeże mleko. Moda na mleko przeniosła się z telewizji na ulicę. We wrześniu posłanka SLD Sylwia Pusz wraz z wolontariuszami w białych kitlach rozdała na poznańskich przystankach autobusowych cztery tysiące kartoników mleka, także czekoladowego.

W promocję napoju od polskiej krowy włączyła się nawet część lekarzy. Zagrzmieli, że dzieci piją mleka za mało i że to źle się skończy.

Na usługach koncernów

Ale nie wszyscy medycy tak myślą. Jednym z nich jest doktor Eugeniusz Zbigniew Siwik, autorytet w dziedzinie ginekologii i położnictwa, twórca pierwszej w Polsce Kliniki i Szkoły Porodu Naturalnego. Z zamiłowania dietetyk  

- Medycyna bierze dziś udział w jednym z największych oszustw ostatniego stulecia - twierdzi. - Jest na usługach koncernów, którym nie zależy na zdrowiu dzieci, tylko na pieniądzach. Lekarze nabrali wody w usta, bo tak jest bezpieczniej.

Siwik używa mocnych słów. Twierdzi, że zawarte w mleku składniki powodują uszkodzenie wielu narządów wewnętrznych człowieka, nieodwracalne zmiany w układzie naczyniowym, sercowym i kostnym.

- Mleko, wbrew powszechnemu mniemaniu, nie wzmacnia kości, tylko je osłabia. Zawarte w nim białko wypłukuje wapń z organizmu. Mleko krowie to najlepszy przepis na wózek inwalidzki - grozi.

- Jeśli wierzymy, że mleko to źródło wapnia chroniącego przed osteoporozą (osłabieniem kości), musimy pamiętać, że osteoporoza jest najbardziej rozpowszechniona w regionach światach o wysokim spożyciu mleka, np. w Europie Północnej, Kanadzie i USA - zauważa również Annemarie Colbin, autorka książki 'Osteoporoza'.

Kilka lat temu, zrzeszająca pięć tysięcy członków międzynarodowa organizacja Lekarze na rzecz Medycyny Odpowiedzialnej, wydała oświadczenie, w którym ostrzega przed piciem mleka. Lista przeciwwskazań jest długa.

Zasadniczym powodem sprzeciwu wobec białego eliksiru jest przekonanie, że człowiek, podobnie jak pozostałe ssaki, przystosowany jest do spożywania mleka tylko w okresie niemowlęcym.

- Człowiek nie krowa, czterech żołądków nie ma - twierdzi Mariusz Gawlik, lekarz ze Stargardu Szczecińskiego, przez lata pracujący na dziecięcym oddziale laryngologicznym.

- Mały człowiek nie jest cielęciem, które potrzebuje innego składu witamin i minerałów niż wolno rozwijający się ludzki organizm. Z tego powodu picie mleka krowiego jest patologią i przyczyną setek chorób.

Mleko krowie nie dobrze przyjmowane przez ludzki organizm. Tego argumentu nie odpierają nawet zagorzali jego zwolennicy.

- Nietolerancja laktozy to poważna i, niestety, częsta komplikacja. Sam też mleka nie toleruję - przyznaje nawet Waldemar Broś, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Spółdzielni Mleczarskich.

Lekarze z międzynarodowej organizacji LMO twierdzą, że 80 procent ludzkości mleka po prostu nie trawi. W Polsce, gdzie tradycja picia mleka jest długa, problemy z przyswajaniem cukru mlecznego, zwanego laktozą, ma połowa obywateli.

Z badań doktor Doroty Szostak-Węgierek z Instytutu Żywienia i Żywności w Warszawie wynika, że prawie 20 procent polskich dzieci ma niedobór enzymu trawiącego laktozę.

- Objawy nietolerancji mleka mogą ujawniać się nawet po latach - twierdzi dietetyczka.

Proszę, nie pij

Nie chodzi jednak tylko o laktozę. W 2001 roku nowozelandzki badacz doktor Corrie McLachlan ogłosił wyniki badań, z których wynikało, że mleko, a właściwie zawarta w nim kazeina (rodzaj białka), jest przyczyną chorób serca. Wnioski naukowca umieszczono w międzynarodowym internetowym serwisie o wymownej nazwie `No milk page' (strona bez mleka). Do odwiedzenia serwisu, w którym znalazło się wiele publikacji, ostrzegających ludzi przed piciem mleka z różnych powodów, do dziś zachęca na swojej stronie internetowej zespół lekarzy III Kliniki Chorób Dziecięcych Akademii Medycznej w Białymstoku.

Złudzeń nie pozostawia także Frank Oski, profesor pediatrii z renomowanej John Hopkins School of Medicine, który w trosce o zdrowie dzieci napisał nawet książkę 'Proszę, nie pij mleka'.

Ale polskie dzieci piły mleko i piją nadal. Katarzyna Woleńska jest nauczycielką. Ma 28 lat i koszmarne wspomnienia z dzieciństwa.

- W moim domu panował kult mleka - mówi. Śniadanie kończyło się dla Woleńskiej dość schematycznie. Wymioty, biegunki, wysypka. Rodzice podejrzewali uczulenie, więc wyrzucili z jej jadłospisu pomidory i truskawki, choć je uwielbiała. Alergię na mleko wykryto u niej, kiedy dostała się na studia. Za późno. Była już astmatyczką.

- Mleko jest jednym z najgroźniejszych alergenów pokarmowych. Ma aż pięć składników, które mogą być fatalnie tolerowane przez człowieka - przyznaje profesor Edward Tadeusz Zawisza, jeden z najwybitniejszych polskich alergologów. - Ale groźne mogą być także zanieczyszczenia mleka, takie jak penicylina i białka pszenicy.

Zdobycz bakterii

- Polskie mleko jest już czyste i wciąż naturalne - zapewnia Waldemar Broś. - Z drugiej strony, krowa nie jest maszyną, tylko żywym organizmem. Zdarza się, że zachoruje, pobrudzi się.

Broś nie chce wracać pamięcią do wczesnych lat 90., kiedy kontenery z polskim mlekiem w proszku służby celne innych krajów uznawały za radioaktywne i późnych lat 90., kiedy inspektorzy Unii Europejskiej natknęli się w Polsce na rzekę brudnego mleka, z gronkowcem w tle. Dziś polskie mleko spełnia normy UE w ponad 80 procentach. Zgodnie z normami mleko klasy ekstra powinno zawierać nie więcej niż sto tysięcy bakterii. - Nawet jeśli jest ich więcej, to i tak znikają pod wpływem pasteryzacji - zapewnia Broś.  

Ale Tomasz Nocuń, internista, ostrzega, że proces pasteryzacji zamienia mleko w zupę pełną martwych, toksycznych bakterii, które zatruwają organizm i powodują kolejne alergie.

Alergolog profesor Zawisza leczy ludzi uczulonych na mleko od dziesięcioleci. Liczba pacjentów z każdym rokiem powiększa się. Dla niektórych mleczna euforia kończy się śmiercią. Jak dla leczonego przez alergologa dyplomaty, którego na przyjęciu poczęstowano ciastkiem, w skład którego wchodziło mleko. Udusił się.

Nieleczona alergia na mleko nie zawsze kończy się zgonem, ale może skończyć się poważną chorobą. Z chorobami oczu włącznie. - Przewlekłe alergie pokarmowe, w tym także alergia na mleko, mogą pośrednio prowadzić do schorzeń ocznych, z zapaleniem rogówki oka włącznie. - przyznaje doktor Anna Ambroziak ze Szpitala Okulistycznego w Warszawie.

Profesor Zawisza zauważa, że problem byłby łagodniejszy, gdyby Polska nie była krajem rolniczym, w którym mleko uznawane jest za podstawę żywienia. Jesteśmy szóstym co do wielkości producentem mleka w Europie (7 mld litrów rocznie).

Mleka pije się mało w Afryce, prawie nie pije w Chinach i Japonii. - W samym tylko Kioto żyje czterysta osób, które ukończyły sto cztery lata życia. to ponad dwa razy więcej niż w całych Stanach Zjednoczonych - wyjaśnia Eugeniusz Zbigniew Siwik. - Ci ludzie są długowieczni, bo nie znają smaku mleka.

Zdrowie na sercu

Najwięcej piją mleka Amerykanie i Finowie. I tam notuje się najwięcej przypadków chorych na serce i cukrzycę.

W Polsce mleko stało się towarem politycznym. Sloganem `Szklanka mleka dla każdego ucznia' rząd Leszka Millera postanowił zdobyć poparcie społeczne. I mleko zagościło w szkołach na dobre.

- Podawanie dzieciom w wieku szkolnym mleka skazuje je na choroby i cierpienia - zapewnia Eugeniusz Zbigniew Siwik. - Mamy jak w banku, że w przyszłości wiele z nich będzie zawałowcami.

A zbuntowany lekarz Tomasz Nocuń dodaje, że trudno mu uwierzyć w szlachetne intencje pomysłodawców akcji `Pij mleko'. - Stworzono wielką reklamową machinę, która napędzać ma jedynie koniunkturę dla firm mleczarskich - twierdzi.

Producentom mleka sprzyjają także rządowe programy. Polscy producenci mogą starać się o dotację  Funduszu Promocji Mleczarstwa. Ta przychylność władz spowodowana jest, formalnie, troską o dobro dzieci i młodzieży. Takiej polityce, opartej na przekonaniu, że bez szklanki mleka dziennie polskie dziecko wyrośnie na półgłówka i inwalidę, sprzyjać mają badania. I tak Instytut Żywności i Żywienia odkrył, że jadłospis polskiego jedenastolatka zaspokaja połowę dziennego zapotrzebowania na wapń. Co oznacza, że większość jedenastolatków będzie w przyszłości chorować na osteoporozę. A tą zagrożonych jest dziś dziewięć milionów Polaków.

Naukowcy z organizacji Lekarze na rzecz Medycyny Odpowiedzialnej podnoszą, że istnieje zależność między insulinozależną cukrzycą (zwaną inaczej młodzieńczą) a alergią na mleko, a konkretnie zawarte w nim albuminy (czyli grupy białek rozpuszczalnych w wodzie). I znów - największy odsetek osób chorych na cukrzycę młodzieńczą notuje się w Finlandii, tam, gdzie dzieciom wmawia się mleko pod każdą postacią.

Adamowi Karbiszowi z Krakowa też wmawiano. Karbisz jest właścicielem firmy poligraficznej. Ma 34 lata i większość wakacji spędził na koloniach.

- Podstawą jedzenia były placki ziemniaczane, mielony i mleko - przyznaje. - Wychowawcy byli sympatyczni i fanatyczni. Nie pozwalali odejść od stołu, jeśli szklanka z mlekiem nie była pusta. Przez wiele kolejnych lat chorowałem na przemian na anginę i zapalenia uszu.

Karbisz przestał jeździć na kolonie, bo zaprzyjaźniony z rodziną lekarz domyślił się przyczyny kłopotów zdrowotnych dziecka. - Był odważny w poglądach, to i miał poważne problemy z utrzymaniem pracy. Lekarz, który jest wrogiem mleka, staje się wrogiem ludu - twierdzi mężczyzna.

Ale lekarz Karbisza nie był wielkim odkrywcą. Pionier nauki o żywieniu doktor Max Bircher-Benner o szkodliwości mleka trąbił już pod koniec XIX wieku (dziś w Zurychu istnieje słynna klinika jego imienia). Twierdził, że mleko powinno być najwyżej dodatkiem do diety. Wyjątkiem są, według niego, łatwiej przyswajalne dla człowieka kwaśne produkty mleczne (jogurty, sery) i mleko pełne, prosto od krowy karmionej trawą.

Ewa Wachowicz, z zawodu technolog żywienia, kiedyś Miss Polonia, dziś producent programów telewizyjnych i matka małej Oli, kupuje mleko prawie wyłącznie od kobiety ze wsi.  

Na podstawie "Kulis" opracował Piotr Rajczyk, Studio Angora; Clip: Corel

- Tylko takie jest wartościowe - uważa. - W życiu nie podałabym dziecku produktu z napisem UHT. Skład mleka, podgrzewanego do tak wysokich temperatur budzi wątpliwości. Białko ścina się i nie wiemy do dziś, jaki może to mieć wpływ na zdrowie. Nie przypuszczam, by był pozytywny.

Zupy z bakterii

- Każdy chciałby mieć własną krowę pod blokiem i doić ją według potrzeb - mówi Waldemar Broś. - Ale to niemożliwe. Musimy dostosować się do wymogów cywilizacyjnych i podgrzewać mleko, by miało dłuższą wartość. Prawda, zabijamy też dobrą florę bakteryjną, ale to koszty cywilizacji.

Część naukowców uważa jednak, że mleko i tak trzeba pić, bo ma dużo cennych wartości.

- Jest wiele produktów, bogatszych w witaminy i minerały - zapewnia Barbara Bachurska, lekarz pediatra z Katowic. - Mitem jest także przekonanie, że mleko zawiera mnóstwo drogocennego wapnia. Znacznie więcej ma go plaster żółtego sera.

To wariaci

- Przestaliśmy słuchać natury - uważa Eugeniusz Zbigniew Siwik. - Stworzyliśmy przemysł, który powoli, ale skutecznie nas zabija.

Siwik twierdzi, że w swoich poglądach, nawet w Polsce nie jest już osamotniony. - Ci, którym zależy na zdrowiu dzieci, będą mówić coraz głośniej. Będą mówić o podstępnej `białej śmierci', którą w imię niezrozumiałych racji wynosi się pod niebiosa - zapewnia. - Zastanawiam się nad pewną kontrakcją. Nad tym, czy nie wytoczyć procesu Kayah i Lindzie, oskarżając ich o szerzenie kłamliwych i szkodliwych poglądów. A przynajmniej nad tym, czy nie spróbować postawić przed sądem tych, którzy namówili piękne i sławne osoby do tej tragicznej w skutkach reklamy?

Na przeciwników mleka patrzy się jak na złoczyńców albo wariatów.

- Oni są chyba nienormalni? - zastanawia się Jagna Marczułajtis. - Przecież gdyby mleko było niezdrowe, to nie byłoby go w sklepach!

Wybaczamy dziwaczne poglądy joginom, taoistom i mieszkańcom Polinezji. Gdy do głosu dochodzą polscy lekarze, ich poglądy uznajemy za obrazoburcze. To wariaci. Mleko jest przecież rzeczą świętą. Niepodważalną jak rosół, schabowy i karp na wigilię. Wiedzą o tym dorośli i wiedzą dzieci. Zwłaszcza te, którym marzy się kariera i które do picia mleka zostały namówione przez wielkie gwiazdy. Ale jaka jest prawda?  

Ja nie twierdzę, ze SAMO mleko i mięso! Broń Boże, zgadzam sie z tym co piszesz! Mleko jest przykładem o tyle dobrym, że zawsze było uważane za "pokarm życia". Tylko że w zamierzchłych już chyba czasach zapomniano, że tym pokarmem było mleko matki,a nie innego ssaka. Mleko innych ssaków było podawane dzieciom jako zastępcze, gdy nie było matki lub mamki (zauważ,że kiedyś instytucja mamki była powszechna). Dzieci te były słabsze i mniej odporne. Nie na darmo do dziś się uważa,że najzdrowiej jest karmić dziecko piersią i to tak długo, jak ono samo tego chce.  

A co to wg ciebie oznacza "średnia"?Skąd się bierze?Tylko z umieralności niemowląt?Taka średnia świadczy o tym, że ludzie żyli znacznie krócej,niż dzisiaj.Zgadzam się,że nie mleko było tego przyczyną,bo mleka wtedy było o wiele mniej,niż dzisiaj(mniej krów i wydajność znacznie mniejsza0,tak jak i innych produktów.Chyba znane jest wam określenie "przednówek",które oznaczało głód,dopóki nie nadeszły nowe zbiory?Ludzie ogólnie jedli o wiele mniej,słabe dzieci umierały,nieodporni umierali,a ci,co dochodzili późnej starości(jeśli podczas kolejnej wojny nie rozwalono takiej osobie głowy),musieli rzeczywiście odznaczac się dużą krzepą!

Fakt, że statystyczna wieku w dawnych czasach była 40 (lub nawet niżej) lat, absolutnie nie oznacza, że ludzie w tym wieku byli już starzy! Po pierwsze, umieralność niemowląt oraz dzieci do 5 roku była bardzo wysoka - i to ona obniżała ową średnią, statystyczną długość życia. Po drugie - jak ktoś tu słusznie zauważył - codzinna higiena wpływała równeż na częstsze zachorowania (no i przedwczesne zgony). Po trzecie, warunki życia i "pracy" były bardziej niebezpieczne: np. liczne wojny, które wycinały męską populucję, a rozrodczość - chociaż dość wysoka w tamtych czasach - nie wypełniała powstałej w ten sposób luki ze względu na, jak już wspomniałem, wysoką umierlaność niemowląt (statystyka mówi, że np. jeszcze w wiekach średnich, na 10 dzieci tylko 2 dożywało 20!)...

Dodatkowo, w późnych wiekach średnich (XIV w.), słynna zaraza, która przetoczyła się przez Europe wycięłą (statystycznie) jedną trzecią kontynentu - a w niektórych regionach było to ponad połowę - co róznież wpłynęło na obniżenie krzywej statystycznej.

Bałbym się dołączyć do tej listy nieprawidłowego odżywiania (szczególnie tego "niezdrowego, zwierzęcego"), bo wiekszość biednej ludności - którzy ostatecznie "tworzyli" tę statystykę - mięso i produkty zwierzęce widziała tylko kilka razy do roku! Obraz, że przy każdym wiejskim domu była krówka i kurki jest czystym anachronizmem!  

znów - socjologicznie - takie badania nie mogły być nawet porównywalne, gdyż taka grupa, która nawet częściowo dorównywałaby nam pod względem higieny i diety była (o ile w ogóle była!) niezwykle wąska. Nawet taka prosta sprawa jak ubikacja wśród królów nie była dobrze znana. Jakże zaskoczony byłem gdy kiedyś po raz pierwszy usłyszałem (w Malborku), że to własnie krzyżacy wprowadzili coś takiego jak osobne pomieszczenia pałacowe na ubikacje (zwali to: gdanisko!), a w większosci pałaców załatwiało się potrzeby w sali, w której się akurat przebywało i wtedy przechodziło się do drugiej - a służba robiła porządek. Później następowała zmiana. Ostatecznie zamczyska nie przez przypadek miały tysiące pokoi...

To samo dotyczy wyżywienia: piekne filmy o przeobfitych ucztach na zamkach to czysty anachronizm. Owszem, objadano się mięsiwem, ale szczególnie w okresie polowań, ale powód był bardzo prozaiczny: brak lodówek, więc trzeba było zjadać wszystko... Poza tym dostęp do owoców zima był bardzo limitowany. Stąd znowu: dieta była o wiele zdrowsza na południu Europy (oliwa z oliwek, owoce) ale klimat był zdrowszy na północy (gdzie mróz wybijał zarazki i gdzie takie wiele chorób nie występowało (np. trond był nawet w Italii!). Trudno zatem robić jakąkolwiek statystykę porównawczą. Sądzę, że trzeba na wszystko patrzeć przez przyzmat (prawidłowego) rozwoju czy nawet ewolucji społecznej. Podobnie jak nie można porównać wieku dziecięcego z życiem osoby dorosłej, bo na każdym szczeblu rozwoju są pewne zagrożenia jak i warunki przychylne.

Poza tym przeprowadzenie takowych badań byłoby oparte tylko na hipotezach, gdyż nie mamy dobrych danych. Ludność wiejska np. nie prowadziła żadnych spisanych kronik. Większość danych mamy tylko zaczerpniętych z życia tzw. wyższych sfer. To tak samo, jakby ktoś chciał dzisiaj opisać życie na polskiej wsi poprzez obraz filmów amerykańskich (szczególnie tych "tasiemców"...).  

Syk,chciałam ci zwrócić uwagę na fakt,że wydajność krowy przed wiekami a teraz dzieli przepaść.Poza tym krów nie było dużo. Tak więc nie mogli ludzie sobie popijać mleka i żyć długo w zdrowiu,bo go popijania nie było. To wszystko mity!Ja nie lubię mleka,nigdy nie lubiłam,i piłam rzadko,a zapwniam cię,że na braki wapnia nie cierpie.U nas wszystko działa na zasadzie skrajności:jak mleko,to litrami.Kefir jest naprawdę zdrowszy,ten bez dodatków,oczywiście.We wszystkim trzeba zachować umiar i zdrowy rozsądek.I podchodzic bardzo sceptycznie do tego,co głoszą lekarze.Sa tak samo głupi i omylni,jak inne grupy zawodowe!  

ZGADZAM SIE Z WIEKSZA CZESCIA ARTYKUŁU - ALE TO, ZE FINOWIE I KANADYJCZYCY MAJA ZNACZNIE ZWIEKSZONA ZACHOROWALNOSC NA OSTEOPOROZE GŁÓWNIE DLATEGO, ZE TAM JEST DUZO MNIEJ SŁONCA (  i co sie z tym wiaze witaminy D -> bez ktorej wapń poprostu "ucieka" z kości) poza tym z czego sie robi sery ?? ZGADZAM SIE NATOMIAST CO DO JOTY ZE PODGRZEWANIE MLEKA DO BARDZO WYSOKICH TEMPERATUR PO PROSTU ROBI Z NIEGO PRODUKT TOKSYCZNY. Z reszta sam rzadko pijam mleko i to tylko to swieze ( najczesciej kwasne odmiany )  

Zgadzam się w 100%, tylko dieta wegańska może nam pomóc dojść do zdrowia. Doświadczyłam tego na własnej skórze. odkad przeszłam na tą dietę  przestała mi postępować osteoporoza którą zdiagnozowano u mnie w wieku 16 lat, a jako dziecko piłam bardzo dużo mleka i serów, więc nijak się to ma do propagandy że nabiał uzupełnia braki wapnia itd. Nie wspominę już nawet o tym że alergia jaka mnie męczyła od kilku lat również zanikła po roku niejedzenia mięsa i innych produktów odzwierzęcych.  Mleko szkodzi tylko wtedy, gdy jest przetworzone chemią. jak ktoś pije mleko "prosto od krowy" oczywiście nie zrażone gruźlicą, to nic się nie stanie. to chemizacja jedzenia szkodzi a nie jedzenie.

Hindusi - wegetarianie - piją mleko. Mleko zawiera składniki przeciwnowotworowe.


Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież