header1.jpgheader2.jpgheader3.jpgheader4.jpgheader5.jpgheader6.jpg

logo

Twórczość literacka

Tolerancja

Ocena użytkowników:  / 8
SłabyŚwietny 

Tolerancja


Aktualnie na całym świecie nie tylko u nas można zaobserwować dziwne tendencje związane z religią chrześcijańską. Pierwsza z tych tendencji to brutalne ataki na kościół katolicki i religię chrześcijańską w ogóle. W atakach tych (nie bez powodu zresztą) przedstawia się Kościół w najgorszym świetle ukazując kościół jako wylęgarnie brudu i zgnilizny moralnej funkcjonującą w ten sposób od stuleci. Z drugiej strony uderza się w same korzenie chrześcijaństwa, kwestionując autentyczność ewangelii a nawet Chrystusa.


Druga tendencja to próby przedstawienia Chrystusa i Jego nauki w innym świetle, dowodząc buddyjskich bądź Hinduistycznych korzeni jego nauki, łączenia go z różnymi innymi ruchami religijnymi,Esseńczykami, Zoroastryzmem lub nawet z kosmitami.

Oczywiście tego typu poglądy głoszą wrogowie Kościoła i chrześcijaństwa jako takiego, ponieważ trudno sobie wyobrazić aby tego typu tezy mogły wyjść spośród prawych chrześcijan, czy nawet rzetelnych badaczy zagadnienia. Myślę, że tego typu poglądy są produktem rozczarowania do Kościoła ludzi, oraz poszukiwaczy taniej sensacji.

Inną tendencją jest “uatrakcyjnienie” chrześcijaństwa poprzez dodawanie do niego modnych elementów religii wschodnich i tworzenie naciąganych teorii na poparcie tych elementów.

Tworzą to zapewne ludzie związani z chrześcijaństwem w intencji wykazania wyższości tej religii, co niestety wprowadza tylko pomieszanie i w ostatecznym rozrachunku osłabia chrześcijaństwo.

Intencja kierująca tego typu poczynaniami wydaje się słuszna, ale jej korzenie leżą w niedocenianiu swojej religii i w nieuzasadnionych kompleksach chrześcijan w stosunku do religii wschodu. Sama motywacja jest niezgodna z duchem ewangelii nie wspominając już o metodach.

Kolejną tendencją jaką można zaobserwować jest wojujący fanatyzm w obrębie samego Kościoła (co zresztą nie jest niczym nowym) gdzie środki nijak nie przystają do ducha ewangelii.

To co poniżej przedstawiam nie należy do żadnej z tych kategorii, chociaż może się nie spodobać przedstawicielom wszystkich tych opcji. Jest to tylko moje zdanie i pewne moje przemyślenia. Inne spojrzenie, które być może dla kogoś będzie inspiracją zaś dla zagorzałych zwolenników którejś z opisanych tendencji mogą być nie do przyjęcia.

Zacznijmy od tego kim był Chrystus? Jezus był synem ludzkiej kobiety i istoty nadprzyrodzonej. Jego narodzinom towarzyszyło wiele znaków natury duchowej. Próby “naukowego” tłumaczenia tego faktu jak i znaków towarzyszących Jego narodzinom są całkowicie nienaukowe i pozbawione sensu.

Nienaukowe ponieważ żadne teorie po tak długim czasie nie mogą być zweryfikowane, pozbawione sensu z tego samego powodu. Tego typu dociekania pozostaną na zawsze w sferze jałowych rozważań.

Patrząc na to cudowne zdarzenie z szerszej perspektywy nie sposób nie zauważyć, że w wielu kulturach można znaleźć wzmianki o cudownych narodzinach. W starym testamencie mówi się o łączeniu aniołów z ludźmi. W mitologii greckiej (i nie tylko) mówi się o bohaterach, których ojcowie byli istotami nadprzyrodzonymi.

Współcześnie o tego typu zdarzeniach możemy znaleźć relacje z Tybetu dotyczące narodzin wielkich nauczycieli. Narodziny wielkiej istoty zrodzonej w ten sposób towarzyszą niezwykłe duchowe znaki i już w bardzo młodym wieku wykazywały się niezwykłymi zdolnościami.

Kwestionowanie tego, że Jezus był wielką istotą i Boskim nauczycielem, którego ojcem była nadprzyrodzona istota nie ma żadnych podstaw dla wyznawców większości religii, oczywiście nie ma też żadnych naukowych podstaw, ponieważ nie ma żadnego naukowego sposobu aby to potwierdzić lub temu zaprzeczyć.

Będąc dzieckiem Jezus nauczał w świątyni a jego mądrość zadziwiała mędrców, nawet jeśli trudno dowieść cudownych narodzin Jezusa, to nie sposób zaprzeczyć faktowi, że nawet dzisiaj rodzą się cudowne dzieci, więc podważanie niezwykłej mądrości Jezusa jest zupełnie pozbawione sensu.

Osobiście wierzę w to, że Jezus był tym za kogo się go uważa; wielkim nauczycielem, dzieckiem Boskiej istoty, który pojawił się po to, by przekazać ludzkości cudowną naukę w trosce o nią.

Z punktu widzenia Buddyzmu można powiedzieć, że Chrystus był Bodhisattwą, doskonałą istotą duchową, która z nieograniczonego współczucia dla czujących istot narodziła się w ludzkim ciele aby przynieść pożytek czującym istotom i wyzwolić je z cierpienia. Hinduista z kolei uznałby Jezusa za Awatara czyli emanacje Boga manifestująca się w ludzkim ciele aby przekazać boskie nauki. Jako Bodhisatwa czy Awatar Jezus od początku posiadał by oświeconą mądrość, nie potrzebował by więcudawać się do Indii czy Tybetu po nauki, ponieważ nauki Bodhisatwy bądź Awatarem są poza czasem i uwarunkowaniami kulturowymi. Bodhisatwa przekazuje te doskonałe nauki w obrębie kultury w jakiej się manifestuje i są one przejawem jego wewnętrznej mądrości. (Twierdzenia o podróży Jezusa do Tybetu świadczą o zupełnej ignorancji ponieważ w czasach Jezusa Tybet był dziką krainą do której

Buddyzm miał dotrzeć dopiero za kilka stuleci). Twierdzenie jakoby Jezus przywiózł swe nauki z Indii czy Tybetu, gdzie miał je studiować nie są wymysłem buddystów, ponieważ z buddyjskiego punktu widzenia jako wielki Bodhisattwa nie potrzebował by w ten sposób zdobywać wiedzy. Poza tym Jezusie przekazywał klasycznych Buddyjskich czy Hinduistycznych nauk, czego nie mógłby się ustrzec,gdyby jego wiedza pochodziła z jakiegoś uniwersytetu, a nie z wrodzonej mądrości.

Jeśli Jezus nie był zwykłym człowiekiem tylko Awatarem czy Bodhisattwą udzielił ponadczasowych i kompletnych nauk więc nie ma potrzeby ich wzbogacać ani udoskonalać, wystarczy tylko je zrozumieć i za nimi podążać.

Posiadają one moc i błogosławieństwo czego dowodem jest wielu świętych jak np. św. Franciszek,którzy podążając za tymi naukami osiągnęli świętość czego dowodem oprócz ich życia były różne cudowne znaki potwierdzające ich dokonania. Wniebowstąpienie Chrystusa w oczach Buddysty potwierdziło by jego pełną realizację i żaden Buddysta nie zafałszowywał by nauki poprzez ujmowanie jej czegoś lub dodawanie do niej czegoś, byłby dumny z tych nauk i darzył je najwyższym szacunkiem czego nie można powiedzieć o tzw obrońcach Chrześcijaństwa próbujących ulepszyć naukę Chrystusa poprzez wprowadzanie do niej przefarbowanych elementów z innych tradycji.

Próby dodania do tej nauki czegokolwiek jest nie tylko pozbawione sensu, ale zafałszowuje tę naukę.

Spójrzmy teraz na naukę Chrystusa zawartą w ewangeliach. Niewątpliwie jest ona bliska naukom Buddyjskim czy Hinduistycznym, aczkolwiek pojęcia jakimi posługuje się Chrystus nie są pojęciami związanymi z tymi religiami, tylko pojęciamizwiązanymi z uwarunkowaniami kulturowymi w jakich nauczał. To ze nauka ta została przekazana w określonym kręgu kulturowym nie umniejsza jej i nie pozbawia ponad kulturowego i ponad czasowego znaczenia. I jako taka jest nauka bliską każdej istocie ludzkiej.

Nie znaczy to, że jest ona łatwa do praktykowania, wręcz przeciwnie jest tak samo trudna do praktykowania teraz jak była w czasach Chrystusa i tak samo trudna do praktykowania w naszym kręgu kulturowym jak była trudna do praktykowania w kulturze w której nauczał Chrystus czy w jakiejkolwiek innej.

Chrystus mówi do swoich uczniów (Mt5-48)Bądźcież wy tedy doskonali, jako i Ojciec wasz niebieski doskonały jest. Stańcie się doskonali , spróbujcie się stać doskonali. Budda nauczał dążcie do doskonałości aby osiągnąć stan Buddy.

Obydwaj wielcy nauczyciele ludzkości wskazywali tę drogę i jako metody jej osiągnięcia wskazywali doskonałość etyczną. Mimo iż czynili to w różnych kręgach kulturowych w różnych czasach ich nauki pozostały ponadczasowe, wolne od uwarunkowań kulturowych Systemy religijne zrodzone w oparciu o ich nauki różnią się miedzy sobą jako, że wyrosły w różnych kulturach i w różnym czasie, rozwijały się w odmiennych warunkach.

W przeciwieństwie do ponadczasowych treści tych nauk systemy religijne ulegają uwarunkowaniom kulturowym zmieniając się zależnie od warunków i mentalności ludzi którzy je kształtują. Takie zmiany zachodzą ciągle, nawet dzisiaj. Różnice w zewnętrznej formie religii są wyraźne nawet w obrębie tego samego wyznania, ale o ile nie wpływa to na istotną treść przekazu to tak naprawdę jest bez znaczenia.

Istotą nauki Chrystusa jest rozwój etyczny poprzez doskonalenie swojego postępowania: “Wszystko tedy, cokolwiek chcecie, aby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie: to jest bowiem zakon i prorocy.”(Mt7-12). Chrystus wyraźnie mówi, że kwintesencją całej religii, całego nauczania jest postępowanie w stosunku do innych oparte na współczuciu. “Nie czyń drugiemu co tobie nie miłe.”

Pomyśl jak ty byś się czuł gdyby ktoś postąpił wobec ciebie w określony sposób i postępuj wobec innych tak jak byś chciał aby inni postępowali wobec ciebie. Ta sama zasada stanowi podstawę Buddyzmu Mahajany, idea nie krzywdzenia jest również podstawą Hinduizmu. Nie oznacza to wcale, że Chrystus zaczerpną ją z którejś z tych religii oznacza to tylko, że jest to zasada ponadczasowa niezależna od czasu i kultury, która wielcy nauczyciele przekazują ludzkości bez względu na czas i miejsce. Matka Teresa z Kalkuty powiedziała: “Jesteś Chrześcijaninem bądź dobrym Chrześcijaninem.

Jesteś Muzułmaninem bądź dobrym Muzułmaninem. Jesteś Hinduistą, bądź dobrym Hinduistom.Swami Trvekaram wyjaśniając nauki Bhanawadgity powiedział: nie chodzi mi o to abyście zostali Krisznowcami tylko abyście lepiej zrozumieli swoją religię i stali się lepszymi Chrześcijanami. Chrystus w rozmowie z samarytanką nie powiedział porzućcie Bala wyznawajcie Jahwe zapytany kto właściwie czci boga, żydzi w Jerozolimie Jahwe czy samarytanie Bala.

Odpowiedział, że Boga należy czcić w prawdzie i w sercu. Wszyscy prawdziwie oddani Bogu i miłości wskazują na to samo i nie twierdzą, że jedna religia jest lepsza od innej. Zewnętrzne różnice pomiędzy religiami nie mają znaczenia jeśli “czci się Boga w sercu i prawdzie” .Istota wszystkich religii sprowadza się do tego samego:

Pomyśl jak ty byś się czuł gdyby ktoś postąpił wobec ciebie w określony sposób i postępuj wobec innych tak jak byś chciał aby inni postępowali wobec ciebie.

Stańcie się doskonali , spróbujcie się stać doskonali, dążcie do doskonałości.

Waśnie religijne, spory wykazywanie wyższości jednej religii nad inną są wymysłem ludzi, którzy nie rozumieją podstaw swojej religii. Motywacje za tym się kryjące są sprzeczne z duchem każdej prawdziwej religii. Chrystus powiedział: “Nie sadźcie, abyście nie byli sądzeni”(Mt7-1), “Czemuż to widzisz źdźbło w oku brata twego, a belki w oku twoim nie widzisz”(Mt7-3), przysłowie Buddyjskie mówi: Widząc błędy innych naprawiaj własne. “Ten kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem”. Czy chcieli byśmy aby wyznawca innej religii dowodził iż religia która wyznajemy jest gorsza?

Czy już jesteśmy doskonali i osiągnęliśmy Boską mądrość że możemywyrokować która religia jest dobra i prawdziwa a która błędna i zła? Skoro Jezus tego nie robił, Budda tego nie robił to czy uważamy się za mądrzejszych od nich aby uzurpować sobie prawo do oceniania innych religii?

Wielcy nauczyciele uczyli nas jak powinniśmy żyć, jak postępować, przekazali na te nauki i uczyli aby za nimi podążać: Pomyśl jak ty byś się czuł gdyby ktoś postąpił wobec ciebie w określony sposób i postępuj wobec innych tak jak byś chciał aby inni postępowali wobec ciebie.

Stańcie się doskonali , spróbujcie się stać doskonali, dążcie do doskonałości.

Chrystus powiedział: (Mt5-16 )”Tak niechaj świeci światłość wasza przed ludźmi, aby widzieli dobre czyny wasze i chwalili Ojca waszego, który jest w niebiesiech”. Oznacza to, że powinniśmy postępować tak aby dla innych być przykładem. Nasza dobroć i czystość powinna mówić sama za siebie to powinno wystarczyć. Samo mówienie, że jestem Chrześcijaninem wyznawcą super religii nie wystarczy. Jeśli inni zobaczą, że nasze życie jest pełne dobroci i szlachetności będzie to nieskończenie bardziej przekonywające niż tysiąc tomów genialnie dowodzących wspaniałości naszych religii.

Najwspanialsze jednak słowa poparte boskimi objawieniami na nic się jednak nie zdadzą jeśli nasze życie będzie złe. “Po owocach ich poznacie”. “Nie może drzewo dobre złych owoców rodzić ani też drzewo złe dobrych owoców rodzić”(Mt7-18). Gdyby Chrześcijaństwo było złe nie mogło by wydać św Franciszka czy matki Teresy. Gdyby Hinduizm był zły nie mógł by wydać Gandhiego ani Sri Siankara, gdyby Buddyzm był zły nie mógł by wydać Milarepy ani Ksu Yuna.

Chrystus w całym swoim nauczaniu, kładł nacisk na doskonałe etyczne postępowanie, za swych uczniów uważał tych którzy podążali za jego nauką o wzajemnej miłości i czynieniu dobra, które jest wolą Boga. Bóg o którym nauczał Chrystus był bogiem dobroci, był nie sekciarski czego dowodzi cała jego nauka w szczególności rozmowa z Samarytanką przy studni. “Kto by bowiem czynił wole Boga, ten bratem moim i siostrą moją i matką moją jest” (Mt28-20) powiedział Chrystus.

Budda był jego bratem, Gandhi był jego bratem podobnie jak i wielcy święci wszystkich religii. Kto poważnie traktuje naukę Chrystusa dąży do doskonałości, czyni dobro i dostrzega braci we wszystkich czyniących dobro bez względu na ich wyznanie. Ktoś kto atakuje innych uważając, że tylko przezeń wyznawane koncepcje są słuszne, uważa się za lepszego od innych z powodu swojego wyznania, staje się przyczyną cierpień innych nie powinien uzurpować sobie prawa do miana ucznia Chrystusa a co naj wyżej może nazwać siebie faryzeuszem. Ci którzy atakują kościół, czy jakiekolwiek inne wyznanie,ci którzy “udoskonalają naukę” Chrystusa w rzeczywistości są jego wrogami, a ich owoce są złe.

Jeśli zaś ktoś nie uważa się za Chrześcijanina wówczas kwestie istnienia bądź nie istnienia Chrystusa czy prawdziwości jego nauki nie powinna go zaprzątać ponieważ po dwu tysiącach lat nie sposób nic dowieść ani niczego obalić

Komentarze  

0 #4 Pawelpo40 2010-08-08 15:59
takich jak Ty jest więcej, mnie też się to przytrafiło :-)
piszę bloga na Interii:
http://pawelpo40.blog.interia.pl/

Pozdrawiam
Cytować
0 #3 Pawelpo40 2010-08-08 15:50
Niestety w naszej kulturze fakt "bycia chrześcijaninem " zależy od przodków. W okresie gdy "stajemy się" chrześcijanami nie umiemy mówić i chodzić, potem przyjmujemy komunię, ale nie wiemy po co, powtarzamy zwroty, których nas nauczył ksiądz. W wieku podejmowania odpowiedzialnoś ci za własne życie widzimy, że w Biblii jest wiele nieścisłości, a ksiądz powtarza utarte zwroty, wręcz slogany, których żródła nie potrafi wyjaśnić, nie zna praktycznego zastosowania słów Jezusa, co więcej, Kościół ich nie zna - niezbadane są to tajemnice - często słyszymy, a oficjalne prawdy wiary kłócą się z pojmowaniem Boga, jako niezmierzonego oceanu miłości. Ale wtedy my boimy się, że za nasze watpliwości diabeł zniszczy naszą duszę. W takich warunkach nie widzę szans by być "dobrym chrześcijaninem ", raczej staram się być ... dobrym. Szukam, segreguję, poznaję inne źródła, co dobre, w praktyce dające dobro - przyjmuję, bez względu na to czy znalazłem to w Biblii, Koranie, książkach N.Walsh'a, Sai Baby, czy Eli Nowalskiej, czy zasadach Huny. Jestem na rozdrożu, nie czuję się tak oświecony, by udoskonalać nauki Jezusa, z drugiej strony jestem przekonany, że te nauki nie zostały właściwie zrozumiane przez jemu współczesnych (dlatego po 30 latach przestałem być chrześcijaninem ), co więcej, zostały tak zinterpretowane , by umocnic władzę jednych nad drugimi, ...i tak to się ciągnie po dziś dzień...
Pozdrawiam
Cytować
0 #2 Gość 2008-06-27 11:28
niedawno przeczytałam książkę Sai Baby. Wywarła ona na mnie wielkie wrażenie. Są tam proste i ponad czasowe zasady postępowania zgodnie z prawami boskimi.
Ten przekaz był dla mnie jasny i czytelny, czego nigdy nie mogłam uzyskać w kościele katolickim. Nie wiem jeszcze jaką ścieszką pójdę, ale napewno nie tą którą oferuje mój kościół. Czy jestem heretyczką??
Cytować
0 #1 Tomek 2007-12-14 20:07
Fajne i na czasie można by wiele dodać zwłaszcza o tzw nienawiści między wyznaniowej Tom :sigh:
Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież