header1.jpgheader2.jpgheader3.jpgheader4.jpgheader5.jpgheader6.jpg

logo

Twórczość literacka

Dziki Mietek z Arizony, część 1

Ocena użytkowników:  / 38
SłabyŚwietny 

Dziki Mietek z ... Arizony

Niniejszy tekst jest zapowiedzią rozmowy z Dzikim Mietkiem, który ukaże się w następnym numerze. Uznaliśmy, że zanim „oddamy mu głos", warto będzie przybliżyć jego sylwetkę.

Zapraszamy.

Właściwie chyba los, a może to w gwiazdach było mi pisane, czy raczej kolejny zwykły przypadek, jakich tysiące pojawia się koło mnie w tym już bardzo pędzącym na oślep ku zagładzie świecie, sprawił, że poznałem człowieka, który zatrzymał swój czas w tym pędzie donikąd.

Zaczął dostrzegać coś, co jest wokół każdego z nas w zasięgu ręki. I on skorzystał z tej szansy. Dostrzegł, że jest wokół nas coś, co nas nie tylko karmi, coś, co swą straszliwie niszczycielską siłą zmiata na drodze wszystko w swoim zasięgu, ale także coś, co nas skutecznie leczy. NATURA - najlepszy lekarz świata, mający całą aptekę i metody leczenia do swojej dyspozycji, przez siebie wytworzone. Ma w sobie antidotum na wszystkie choroby gnębiące nas bezustannie pod wszystkimi szerokościami na kuli ziemskiej. Ale chcąc korzystać z kliniki natury, trzeba ją dobrze, bardzo dobrze poznać. I on tego swoją cierpliwością, zapałem i mrówczą pracą dokonuje. Natura odwdzięczyła się, odsłaniając przed nim wiele swoich tajemnic, pozwalając mu na leczenie ludzi metodami, które dla normalnego człowieka są trudne do wyjaśnienia.

MIECZYSŁAW SOBCZAK - poznaje naturę w stopniu pozwalającym mu na w miarę skutecznie korzystanie z jej właściwości leczniczych. I ciągle ją jeszcze poznaje.

Urodził się zaraz po wojnie na "Powiślu" - jak sam mi powiedział - w małym miasteczku nad Wisłą pomiędzy Warszawą i Włocławkiem. Chyba już wtedy zaszczepiony mu został gen „natura", o czym wówczas nie mógł jeszcze wiedzieć. Drugi gen, który towarzyszy mu całe życie, to upartość, za którą-kryje się niezahamowana niczym chęć poznawania ciągle czegoś nowego. „Nie lubię jechać na wstecznym biegu, muszę jechać ciągle do przodu" - powiedział mi podczas jednej z wielu, bardzo wielu wieczornych i nocnych rozmów telefonicznych.

Przez pięć pierwszych lat mieszkał nad Wisłą wśród jeszcze niezniszczonej przyrody. „Wychowałem się na łachach wiślanych" - tak określił swoje bardzo wczesne dzieciństwo. Pięcioletniego Mietka rodzice zabrali z sobą do Rzepina, na zachód Polski (tzw. ziemie odzyskane), gdzie częściej nieraz można było spotkać dzikie zwierzęta aniżeli człowieka, gdyż mieszkali na skraju Puszczy Rzepińskiej.

Od młodości był zauroczony dzikimi zwierzętami i naturą, dlatego pasąc jako 6-letni chłopiec świnie, zaprzyjaźnił się z dziką świnią, która pozwalała mu jeździć na swoim grzbiecie. Za lejce służyły mu sznurki przywiązane do szabel dzika. Przyjaźń ta zakończyła się aferą, kiedy sprzedane małe plamiaste świnki okolicznym chłopom były niepodobne całkiem ani do świni, ani do dzika.

Rosły tylko ryje, jadły za dziesięciu i strasznie kwiczały, zwierzęta mnie lubią" - podkreśla to wielokrotnie. „Do dnia dzisiejszego kruki i wrony podchodzą mi prawie do ręki. Mieszkaliśmy na Nowym Młynie w starej fabryce, gdzie obok był szpital i kostnica. Walały się tam ludzkie kości i czaszki. Często się nimi bawiłem, na niby rozmawiając. Niewiele z tego pamiętam, ale rodzice, jak byłem starszy, to mi to opowiadali. Często też mnie znajdowali w pobliskim lesie koło rozbitego samolotu czy popalonych czołgów i samochodów."

W Rzepinie los zetknął go z syberyjskim „szamanem" (mówiącym trochę innym językiem aniżeli zwykli ludzie), który wiele lat spędził na Syberii, i mieszkał tam także parę lat wśród zwierząt. Dzikie zwierzęta nie bały się go i posłusznie wykonywały jego polecenia. Dlatego zaangażowano go do cyrku, jako tresera. Nie miał z nimi żadnych problemów. Kiedy pewnego razu pociąg z taborem cyrkowym przejeżdżał przez tereny lasów syberyjskich, uciekł w tajgę razem ze swoimi niedźwiedziami. Odnaleziony, został zamknięty na Łubiance (ciężkie więzienie w Moskwie w czasach stalinowskich), skąd po pewnym czasie uciekł razem z 20 współwięźniami. Władza radziecka w końcu odesłała go pierwszym transportem repatriacyjnym do Polski.

Pan ten przez 11 lat wywierał wielki wpływ na dorastającego Mietka, ucznia Technikum Leśnego w Starościnie. Wybór zawodu był niejako kontynuacją tradycji rodzinnej, gdyż jego dziadek i ojciec byli także gajowymi. Babcia była wiejską zielarką i znachorką. Po technikum zdecydował się na kontynuację nauki w Pomaturalnym Studium Technicznym - specjalność: elektrotechnika, które ukończył po trzech latach.


Komentarze  

0 #6 Elle 2010-03-12 19:51
Jak dobrze, ze wsrod nas sa tacy ludzie...
Pozdrawiam serdecznie.

Elle
Cytować
0 #5 Marzena 2009-07-30 00:57
czytałam i płakałam.....ni e mam słów....
Cytować
0 #4 Teresa 2009-02-19 01:45
Pozdrawiam serdecznie z Opola.Z wielkim zafascynowaniem czytam Twoje opowieści.Mnie również interesuje medycyna naturalna,zioła i moc uzdrawiająca tkwiąca w człowieku.Całym sercem jestem przy Tobie i ślę Ci uśmiech.Teresa.
Cytować
-1 #3 Kuba 2008-10-19 07:29
Do miłego usłyszenia.
Cytować
-1 #2 Kuba 2007-03-23 12:10
Czekam na Twoje filmy do emisji w www.polonia-itv.pl i www.mazowsze.tv. pozdrawiam Kuba
Cytować
+1 #1 Heniek R 2006-09-05 21:09
Czytalem go bodajze w kanadyjskim pismie i byly tam zdjecia prosze je tu umiescjc H .R
Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież