header1.jpgheader2.jpgheader3.jpgheader4.jpgheader5.jpgheader6.jpg

logo

Podróże

Atalaya ciąg dalszy

Ocena użytkowników:  / 5
SłabyŚwietny 

Atalaya ciąg dalszy.

mt_ignore:rio_urubamba_004Tambo Uschu - pieczary dotychczas całkowicie nie zbadane odkryto dopiero 250 km korytarzy. Przypuszcza się, ze przez te pieczary i korytarze jest połączenie z pieczarami z  Cusco oddalonego przynajmniej o 700 km w linii prostej. Są to bardzo ciekawe pieczary nieodkryte nawet przez kolonizatorów - wejście jest prawie niezauważalne. Po raz pierwszy odkryli je biali w 1914r. i od tego czasu tylko 98 turystów wchodziło tam. Jest tam wiele stalagmitów o najprzeróżniejszych kolorach od złotego do ciemno-brązowego.

tambo_ushco_-_atalaya_003Zaraz przy wejściu jest największa pieczara, z której rozchodzi się 5 korytarzy. Wejście do jednego z nich przypomina żeński organ seksualny, dlatego nazywają ja kobiecą pieczarą. Te pieczary zamieszkuje kilka gatunków nietoperzy, w wodzie zaś jest wiele krabów i raków, o nieodstępujących moskitach nie wspomnę. Im głębiej schodzi się w dól korytarzami, tym gorącej i bardziej wilgotno. Wszędzie są kaskady krystalicznej wody o różnej temperaturze, na ścianach widać najprzeróżniejsze rysunki. W tych pieczarach ukrył się 200 lat temu, przed pościgiem wojska,  ostatni Inka (Juan Santos). Legenda głosi, ze tam prawdopodobnie jest jego grób, którego dotychczas jednak nie odnaleziono. 

Sama wycieczka, gdzie trzeba przejść ponad 5 km. po bardzo zróżnicowanym terenie, pokonując wiele strumyków, mając po drodze piękna i głęboką, o bardzo czystej wodzie lagunę, w której można zażyć kąpieli, gdzie jest pełno najdziwniejszych ryb i roślinożernych piranii. W okresie lata, kiedy woda jest wysoka dopływają tam nawet słodkowodne delfiny. Po drodze można spotkać najdziwniejsze formy roślin, całą masę przepięknych kwiatów. (W czasie mojej wędrówki spotkałem 6 odmian orchidei) Występują tam bardzo rzadko spotykane ptaki i rzadko gdzie indziej występujący jadowity wąż - oszuszupe, który może ukąsić nawet wielokrotnie, najczęściej po paru godzinach możne skończyć się źle bez pomocy miejscowych curanderos-nie ma na to szczepionki. Na uwagę zasługuje jego piękne ubarwienie od żółci do czerni pozwalające mu się doskonale maskować pośród opadłych liści.

sapo_toro_001Poza tym można tam spotkać kolorowe gąsienice o pomarańczowym brzuszku ale nie radze ich dotykać bo ich wydzielina powoduje martwice skóry lub paraliż. Na dodatek są tam jeszcze mrówki Tangarana, które jeżeli idziemy w butach potrafią wejść do butów i ugryźć poniżej kostki. U bardzo wrażliwych ukąszenia dwóch mrówek może spowodować śmierć. Dlatego chodzi się tam boso lub w sandałkach. Są też jadowite drzewa, z kolców których wyrabia się kurarę, Poznać je łatwo, bo dookoła ich nic nie rośnie i tylko te jadowite mrówki po nich spacerują. Ale to tylko parę z tych nieprzyjemniejszych atrybutów dżungli.

Istniejącą ścieżkę trzeba każdorazowo odświeżać maczetą i jak się wraca z Tambo Uschu to już zdąży częściowo ponownie zarosnąć. W okresie letnim, czyli od grudnia do marca, drzewa przybierają kolor biały, różowy, żółty, niebieski, fioletowy od kwiatów, które opadając tworzą puszysty wielobarwny dywan, czasem podobny do śniegu. Są też drzewa, które rosną jakby w postaci siedzącej czyli jakby pośladki kogoś siedzącego co jeden metr w górę. W tych naroślach(niby potężnych hubach) gnieżdżą się głownie termity, które korzystając z soku tych drzew produkują bardzo smaczną wydzielinę o właściwościach leczniczych, głownie przewodu pokarmowego (nieżyt żołądka, wrzody, krwawienia wewnętrzne itp.) W lasach spotykamy rzeki, podziemne strumyczki z woda tak kryształowo czysta, że można ją pić bezpośrednio, o bardzo dobrym smaku i trudno odkryć skąd one wypływają i gdzie potem znów giną. Dla miejscowych Indian jest to oznaka misteriów natury, gdyż strumyki te są okresowe. Rzeczki te wymywają najprzeróżniejsze kamyki jakby rzeźbią je, tworzą najprzeróżniejsze, przedziwne i wielobarwne formy, które są wykorzystywane przez ludność tubylcza do wyrobu ozdób i amuletów. Można często spotkać formy kryształów z zatopionymi w nich kawałeczkami złota i miedzi. Ponadto występuje tam też taki dziwny krzak o nasionach wielkości ziarn kukurydzy, koloru różowo-czerwonego, z czarnym paskiem, zwanych nasionami szczęścia, z których wyrabia się piękne korale i amulety.

venado_004Następna atrakcja spotykana, niedaleko od Tambo Uschu, 500 m. na południe od Rio Tambo, przy ujściu rzeki Karucha są prastare kamienie o wieku 4-10 tys. lat, z wyrytymi na nich dziwnymi hieroglifami. Niektóre przypominają greckie lub egipskie hieroglify. Jedna ze skał wielkości kilku metrów, zwana „kamieniem byka" przypomina leżącego byka z twarzą i zębami goryla, na której jest pełno dziwnych hieroglifów, głęboko rytych. Ten kamień był jednocześnie obserwatorium, gdyż na jego szczycie jest wyryty układ planetarny naszego systemu. Podobno służył tez jako ołtarz. W okolicy tych kamieni można spotkać wiele węży oszuszupe. Indianie twierdza, ze one bronią polany z tymi tajemnymi kamieniami i w ten sposób pełnią role mitycznych strażników dawno zaginionej kultury. Dalej na południe jest burzliwa rzeczka Karucha -a właściwie kaskada mini wodospadów- o bardzo czystej i spienionej wodzie, wyjątkowo zimnej, która wypływa z grot. Jedynym wejściem do grot jest nurt jednego z dopływów Karuchy. Są to piękne groty pełne stalagmitów(„rosnących" z dołu do góry) i stalaktytów (uczepionych u sufitu). Jedna z jaskiń miejscowi nazywają grota kobiecych piersi, gdyż stalagmity mają właśnie taki kształt, z których kapie woda koloru mlecznego o dziwnym wapiennym smaku. Z tych grot poprzez otwory rozpościera się piękny, panoramiczny widok na rzekę Tambo i majaczącą w oddali Alataye na tle wysokich Andów. W jaskiniach mieszka pełno papug, głównie o zielonym ubarwieniu (loro). W pobliżu, rosną dziwne drzewa(Kwatesito), których korzenie, jak węże snuja się po kamieniach do dna strumyka. Drzewo to uznane jest prawie za święte, bo posiada bardzo duże właściwości lecznicze. Orzechy, przypominające wyglądem mały orzech kokosowy stosuje się do oczyszczania jelit i żołądka - miąższ twardy, pełny, koloru szaro-białego po zaparzeniu służy jako wspaniały szampon do włosów lub miksturę na astmę.  Ponadto robi się z tego krem odżywczy, odmładzający i nawilżający skórę. Jest z tego także wspaniała wódka o kolorze sinego mleka. Według Curanderos (lokalnych uzdrowicieli - medecine man) jest to jedno z najlepszych owoców stosowanych w naturalnej medycynie. Drzewo to  swym wyglądem przypomina Sangre de drago (z którego wyciąga się tzw. Smocza krew - bardzo pomocna przy skaleczeniach, ukąszeniach przez komary, krwawieniach wewnętrznych, raku żołądka i jelita grubego oraz hemoroidach). Pełno ich rośnie w pobliżu strumyków i na obrzeżu dżungli.

W innym zaś miejscu są tak zwane gorące źródła, czuli Aquas Termalas. Temperatura ich waha się w granicach 45-55 stopni Celsjusza. Często wypłukują ze skal najprzeróżniejsze minerały mają właściwości lecznicze, głownie chorób reumatycznych i tzw. Korzonków. Droga do nich jest dość uciążliwa ale warta odbycia. Wędrując tą ścieżką można spotkać rożne formy gniazd pszczelich. Niektóre z nich mają kształt wielkiego liścia koloru żółtego. Inne zwisają wysoko na gałęziach jakby tykwie. Miód z nich jest bardzo smaczny, czasem o smaku lekko kwaskowatym.

Z próchna niektórych drzew robi się machorkę do palenia. Acha do Piecha (siekierki) które można spotkać w strumyku oraz przypominające kule kamienie, które służą jako ozdoby wykorzystywane przy elewacjach domów murowanych - głownie w Alalayi, gdyż w dżungli stawia się drewniane. Wracając łódką można podziwiać piękne zachody słońca (Atardasere). Rano wita nas i ogrzewa zziębnięte ciała wschód słońca - Amguesere. Można często oglądać tańce w wykonaniu pięknych Indianek w stroju z trawy ozdobionej pięknymi koralikami i dzwoneczkami.

sepahua_018Zostawiając tę piękną dziewicza puszczę rodzi się nostalgia i chęć powrotu do tego ostatniego bastionu Inków, gdzie przyroda i ludzie żyją w harmonii.  Albowiem jak powiedział to Luis Villacorta Pinedo, Alecalde (Major prowincji) Provincjal de Atalaya : „una autoridated que eree en el futuro" czyli trzeba zachować ten jeden z ostatnich zakątków nieskażonego  raju dla potomnych. Powiedział także, że droga do raju nigdy nie była łatwa i nie należy jej specjalnie ułatwiać. Można tam dotrzeć jadąc nocnym autobusem Lima-Satipo 14-18 godzin. potem taxi do Masamari około 30 km i dalej Jungo taxi do Porto Copa około 6 godzin i dalej łodzią towarową długości 28-30 metrów (zabiera średnio 30-40 pasażerów i około 5 ton ładunku) jedzie się 14-16 godzin. Mi przypadło siedzenie na workach z ziemniakami - co nie należy do zbyt wygodnych. Jest jeszcze inna droga. Z tego samego dworca autobusowego w centrum Limy Przy Avenida 28 de Juli 1160-La Victoria odchodzi Autobus Primera Clase do Huanuco. Jest autobus klasy Internatinal piętrowy z miejscami pół-leżącymi do spania i z toaletą oraz barkiem. Podróżuje się nim głownie nocą - podróż trwa około 8-10 godzin. Potem asfalt się kończy i trzeba przesiąść się na Jungo Bus Trans Rey do Pucallpa. W zależności od warunków jedzie się 16-28 godzin ale głownie w dzień. Dalej należny się przenocować i wcześnie rano łodzią w górę rzeki Rio Ucalyali do miejscowości Manchari gdzie jest mały port rzeczny tam można przenocować, gdyż  w nocy się nie pływa bo są wiry, katarakty i pełno pływających pni drzew więc jest to niebezpieczne. Na drugi dzień pod wieczór jest się w Atalaya.Jest jeszcze inna możliwość ale głownie w sezonie od 15 maja do 15 września to samolotem z Limy Areocontinentale lub Tans Do Pucallpa i na następny dzień jak się uda to lokalnym małym samolotem do Atalaya. Poza sezonem takie połączenia należą do wyjątków. Po samych rzekach lokalnie przemieszczać się można różnego rodzaju łodziami, ale głównie drewnianymi lub czasem droższymi aluminiowymi, plastykowe nie nadają się ze względu na pnie i kamienie.

trapiche_001Najbardziej popularnym środkiem transportu jest długa drewniana łódź z daszkiem z trzciny lub blachy z silnikiem zwanym Peke-peke są to silniki 1 cylindrowe o mocy od 6-18  KM najbardziej rozpowszechnione są 6,5 i 9 KM napędzane są benzyną lub alkoholem (wytwarzanym na miejscu najczęściej z bananów lub trzciny cukrowej) Zużycie paliwa 1,5 galona na 4-6 godzin pływania. Przezwisko tych silników powstało stąd że jak płyną w dól rzeki na wolnych obrotach to słychać charakterystyczny odgłos peke peke. Przy okazji specjalnością kuchni w Porto Okopa i Manchari są pieczenie z krokodyla i piranii - tanie i bardzo smaczne i można popić nalewką z Chuchuwasii dość mocną o lekko gorzkawym smaku. W razie załapania się na Malarje bo mówią że 1 na 1000 komarów ją roznosi (a trudno trafić na niego aby go odpędzić wśród kilku tysięcy kręcących się wokół nas) to najlepszy jest kubek w miarę gorącej chininy choć nie najlepiej smakuje ale szybko choroba mija. Jako zapobiegawczy środek jest spory kubek Chuchuwasi ale choć gorzkawy, nie radzę nabrać się na lokalny kawał i posłodzić np miodem -smakuje wyśmienicie ale zaraz komary chyba z całej mili kwadratowej się do takiego osobnika zleca i naprawdę wtedy trudno się od nich opędzić. Przekonał się o tym mój kolega, co udało mi się uwiecznić na video jak za nim snop komarów chodził gdzie się nie ruszył i trzeba było iść parę metrów od niego bo niewiele było widać wokół niego. Z noclegów wole spać na hamaku niż pod moskitierą - bo duszno i niewygodnie a tak choć trochę wiaterku człowieka owieje a komary też chcą żyć i jak trochę krwi wypija to nic im się nie stanie a nam będzie lżej. Zresztą jest tyle innych „przyjemności" to kto by się moskitami, pająkami, wężami , krokodylami i piraniami przejmował jak jest tyle ciekawych miejsc i rzeczy do oglądania.

Każdy krok, każdy dzień niesie masę nowych, niepowtarzalnych wrażeń. Wiec radzę spróbować wszak to tylko wydaje się z początku trochę strasznawe ale po paru dniach a zwłaszcza nocach w dżungli. Gdzie dopiero zaczyna się prawdziwe życie pełne najpiękniejszej muzyki życia, gwarów dziwnych szelestów to znów cichych szmerów prześlizgających się gadów to znów głośnego krzyku ptaka albo wycia pumy aż zmęczony podróżnik nad ranem usypia aby zaraz wstać.Ale po paru nocach już śpi jak kamień i tyko reaguje na istotne ostrzegawcze sygnały. Z początku każdy turysta stara się chodzić w obuwiu, patrząc podejrzliwie na tubylców płci obojga, chodzących lub biegających boso. Jeśli tylko spróbuje to na pewno mu się ten sposób chodzenia spodoba. Zawsze to lżej i łatwiej umyć nogi niż buty a zwłaszcza wysuszyć przy wysokiej wilgotności powietrza. Mnie, np. do chodzenia na boso zmusiła konieczność życiowa, bo wszak w jednym bucie się źle chodzi a drugi utoną w Rio Tambo,  jadąc łódką próbowałem go wypłukać z gliniastego błota jeden się udał a drugi "popłynął". A ze współtowarzysze podróży z plemienia Aericha są niskiego wzrostu i stopy też mieli o 3 nr mniejsze, więc niektórzy mieli sandały ale trochę przymałe, więc drugi but pól mili dalej dołączył do pierwszego , bo po co mi nosić jeden. W dżungli jest wszystko oprócz sklepów i  dlatego od tej chwili chodziłem na bosaka co chyba wyszło mi na zdrowie . Tyle na temat środkowej dżungli  i miasteczka ze wspaniałymi i przesadnie gościnnymi ludźmi ATALAYA

Więcej zdjęć w galerii.

Spisał stare z listopada minionego roku, wspomnienia przed nową podróżą
Dziki Mietek  2/11/2001


Komentarze  

0 #1 Roman 2007-02-24 07:53
Piszesz ciąg dalszy a co z poprzednim czy poprzednimi opowiadaniami Romek :-)
Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież