header1.jpgheader2.jpgheader3.jpgheader4.jpgheader5.jpgheader6.jpg

logo

Indianie - Am. Północna

O stworzeniu ludzi...

Ocena użytkowników:  / 11
SłabyŚwietny 

O stworzeniu Ludzi i Ich Losach

Opowiadanie Charlie’go z plemienia Navajo

Nieznany Świat z Kanady Nr 13 i 14 ze stycznia i lutego 1993 r

Nie każdemu pisane jest w życiu spełnienie marzeń. Chociaż życie wśród Indian nie było wcale marzeniem dla Mieczysława Sobczaka, bo gdzież mógł kiedyś, w PRL-u, poważnie marzyć o Ameryce... Dzisiaj jednak wie, że to miejsce na drugiej półkuli czekało na niego, było jego przeznaczeniem... Mietek (Wild Mitch), jak nazywają go Indianie Navajo, Hopi, Apache, owszem, oglądał filmy i czytał książki o Indianach, nie wiedział jednak, że i flmy i książki dalekie są od prawdy..

W Ameryce wylądował w grudniu 1981 roku. Zaczął od pracy na farmie, potem dorywcza praca przy remontach i renowacjach, potem znów stała praca w browarze. Kolejnym zajęciem była sprzedaż kanapek i napojów chłodzących nad jeziorem, a w weekendy sprzedaż różnych towarów na „pchlim targu". Wreszcie „zahaczył" o Chicago. Nagły kaprys każe mu stamtąd jechać do Arizony. Pojechał. Na miejscu nasłuchał się opowieści o Indianach od sędziwego, znanego rzeźbiarza Korczaka, który zaczął wtedy pracę nad skalną rzeźbą „Crazy Horse'a". (To wielkie dzieło kontynuują dzisiaj jego synowie). Artysta powiedział mu wtedy, że „ty tu wrócisz jeszcze".

Wrócił po dwóch latach..., ale o tym jak zaczynał nowe życie w górach Ańzony, koło Grand Canion -w kolejnym numerze. Dziś natomiast:

 

Dawno temu, gdy na Ziemi żyły jeszcze dinozaury, z planety Malona przybyli wysłannicy, aby poszukiwać złota na naszej planecie, gdyż ich planeta była zagrożona promieniowaniem kosmicznym (warstwa ozonu w zaniku? -przyp. red.). Przybysze uważali, że rozpylenie pyłu złota w górnej warstwie atmosfery ochroni przed tym promieniowaniem, a że na ich planecie złoto było prawie wyeksploatowane - w przeciwieństwie do Ziemi - chciano więc zbadać możliwości jego eksploatacji. Ich cywilizacja była technicznie wysoko rozwinięta, mieszkańcy planety przyzwyczajeni byli do wygód i bardzo leniwi. Na Ziemi w tym czasie żyli już praludzie w początkowej formie rozwoju. Byli oporni i trudni do kierowania, nie nadawali się do fizycznej pracy w kopalniach. Postanowiono więc tworzyć różne krzyżówki genetyczne, ale wychodziły z tego różne potwory...

Zdecydowano w końcu stworzyć coś pośredniego: coś na podobieństwo ich, ale bez możliwości posiadania wiedzy, którą oni posiadali. Żeby to „coś" żyło określoną ilość lat i tak długo, aby nadawało się do pracy. Po wielu próbach udało się z gliny i minerałów stworzyć coś na podobieństwo pierwszych mężczyzn. Jednego z nich obdarzono większą wiedzą i dłuższym życiem, aby mógł kierować innymi i stopniowo, w miarę rozwoju, przyuczać ich i dzielić się z nimi swoją wiedzą. Ten „przywódca" bardzo był z tego zadowolony. Prace szły pełną parą. Pożywienia im nie brakowało, klimat był ciepły, mieszkali w jaskiniach. Za okrycie służyły im skóry padłych zwierząt, gdyż sami byli roślinożerni.

Co jakiś czas przybywały statki po urobek, załogi uzupełniały "braki" w "robotnikach", doskonaliły ich. Pytają razu pewnego „przywódcę", jak się czuje i czy ma jakieś życzenia. Przywódca odpowiedział, że jest bardzo zadowolony, bo - żyje dużo dłużej niż pozostali, wszyscy są mu posłuszni, zna wiele czarów, których oni nie znają, umie ich leczyć, no i może komunikować się z nimi-nauczycielami. Jest jednak mały problem. Dotychczas wszelkie ubytki w sile roboczej były uzupełniane przez WAS. Czy nie można byłoby rozmnażać się tak jak zwierzęta? Nauczyciel wysłuchał go, i powiedział, że musi się naradzić ze swymi przełożonymi.

Trwały narady, padały propozycje. Próbowano rozmaitych rozwiązań. Jedną z nich było uśpienie przywódcy i pobranie części jego ciała. W tym czasie zaczął się kręcić koło ich planety jej Duch Opiekuńczy czyli Demon. Naśmiewał się z ich nieudolnych prób. Oni mówią wtedy do niego, że może ty potrafisz stworzyć coś, co zadowoli tych Ziemian. Wtedy zaproponował im użyczenie trochę materiału genetycznego, którego im brakuje, bo sporo stracili przy poprzednich nieudanych próbach. Zgodzili się na tę propozycję.

Stworzyli kobietę, która w pełni zadowoliła przywódcę Ziemian i resztę mężczyzn.

Przybyli na Ziemię znów po wielu latach. Pytają przywódcę, czy mu czegoś trzeba i czy jest zadowolony. Odpowiedział, że tym razem jest wszystko O.K., kobiety są ładne, dobrze nadają się do rozmnażania. Z pracą trochę gorzej, i wszystko byłoby bez zarzutu, gdyby nie ich charakter: są kłótliwe, gadatliwe itp. Przyznali się wtedy do tego, że gdy on spał, zrobili z Demonem (Szatanem) „deal", ugodę i efektu jego ingerencji już się odmienić nie da. Ziemia będzie miała odtąd wieczne konflikty plemienne, bo ten materiał genetyczny jest dziedziczny, że owszem, można będzie te skutki złagodzić, jeśli odsuwać się będzie kobiety od możliwości podejmowania pewnych decyzji... Bo gdy przyjdzie czas, że kobiety zaczną wychodzić poza gniazdo rodzinne, zdobywać władzę i wypierać mężczyzn z ich męskich czynności, wtedy Ziemia przeżyje następny kataklizm, który zmiecie większość życia na Ziemi...

 

* * *

Dotychczas nasza planeta Ziemia przeżyła przynajmniej 3 wielkie kataklizmy, o których wiedzą Indianie Navajo...

Pierwszy raz był to potężny wiatr galaktyczny, który zdmuchnął z powierzchni Ziemi 95% życia. Tylko to, co zdążyło się schować w pieczarach i rozpadlinach - ostało się. Ten wiatr „wiał" przez wiele dni i nocy i światła słonecznego nie było widać. Indianie Navajo sądzą, że było to związane z rozpadem planety Malone w wyniku eksplozji.

Drugi raz było to związane z „płonącą planetą", czyli Wenus, która przybyła do naszego Układu i wtedy było najpierw bardzo jasno i gorąco i prawie wszystko płonęło. Niewiele ocalało, a potem nastał mrok i dywan chmur zasłonił słońce. Zrobiło się strasznie zimno. Wszystko zamarzło, tworzyły się lodowce... aż nagle wszystko ucichło. Wiele roślin, zwierząt i ludzi zginęło. Ocalało mniej niż jeden procent. Potem szybko ludzie znów zaczęli się rozwijać, znów poprzez NAUCZYCIELI z innych, opiekuńczych planet (Kachinów). Otrzymali bardzo dużo wiedzy technicznej, jak i humanistycznej. Wykorzystywali jednak więcej technicznej wiedzy, zaniedbując rozwój moralny.

Najbardziej rozwinęły się cztery ośrodki: potężna kultura na Atlantydzie, druga na wyspie Mu, czyli na Pacyfidzie, trzecią cywilizacją była kultura Słońca czyli Południowa Ameryka, z której wywodzą się Indianie Hopi, no i czwarta, ostatnia jest kultura północnoamerykańska, czyli Anastazi, z której wywodzą się Apache, Zuni, Navajo i wiele innych plemion. W tym czasie kultura techniczna była bardzo wysoko rozwinięta - komunikacja między tymi grupami także. Przywódcy tych grup prowadzili razem różne nieodpowiedzialne eksperymenty techniczne, w wyniku których nastąpiła znów wielka katastrofa. Były potężne trzęsienia ziemi, zniknął nagle tlen z atmosfery. Spowodowało to zagładę prawie całej populacji zwierząt i ludzi. Tylko nieliczni byli na to przygotowani i ci schronili się do podziemnych państw lub głębokich pieczar. To było około 12-14 tysięcy lat temu.

Od tego czasu Nauczyciele już o wiele ostrożniej ingerowali w rozwój cywilizacji na naszej planecie. Wiedza stała się dostępna tylko nielicznym, stała się hermetyczna. Adepci musieli przechodzić trudne próby i wiele lat nauki oraz pracy nad sobą. Postęp stał się o wiele wolniejszy, chociaż rozwijał się skokowo. Kultury, które rozwinęły się w niewłaściwym kierunku, łamały się tak, jak obciążone np. śniegiem gałęzie drzewa i zastępowane były przez prężniejsze, które niszczyły dorobek swoich poprzedników.

Tak było aż do czasów średniowiecza, podczas którego na Ziemi wcieliło się wiele „wielkich duchów", które przygotowały ludzkość i popchnęły do rozwoju naszej planety. Tworzyli wiele nowych „ulepszeń", wynalazków -wielu z nich zginęło na stosach, oskarżonych o czary, innowierstwo lub fałszywe nauki.

Aż przyszedł wiek dziewiętnasty. Wtedy Demon użył swej mocy (planety nauczycieli były bardzo oddalone od Ziemi, przez co ich aktywność była mniejsza) i podsunął ludziom wiele wynalazków typu technicznego. Spowodowało to znaczący rozwój ludzkości, który trwa do dzisiaj, choć już bardziej złagodzony przez Nauczycieli, którzy dla równowagi starają się przyspieszyć rozwój moralny i humanistyczny. Starają się wyjaśniać, że wojny plemienne jakie trwają na Ziemi nie mają sensu. Ze zbrojenia i wartości materialne, chęć władzy, brak wzajemnego szacunku ludzi, przyspieszają czas samozniszczenia. W erę WODNIKA wejdą tylko ludzie odnowieni przede wszystkim moralnie i duchowo. Wielu nie chce pojąć tego.

Czy ktoś rozlicza polityków z ich obietnic i słów?

Dlaczego odwieczne prawa, tak proste i łatwe do zrozumienia, stają się dzisiaj bardziej skomplikowane i często opacznie interpretowane?

Ciężar nałożony na uczciwych i ciężko pracujących ludzi staje się coraz bardziej nie do zniesienia. Ta grupa coraz bardziej się kurczy. Nawet wśród Indian coraz trudniej przekazywać jest te truizmy, coraz więcej młodzieży wstydzi się swego języka, kultury - swego dziedzictwa. Spora jednak ich część wraca po pewnym czasie do swoich. Wracają do tradycji ojców, jakby przyciągał ich zew krwi. Zauważają istnienie takich ludzkich cech jak: przyjaźń, braterstwo, prawdomówność, uczciwość. Z drugiej strony trwa dezinformacja o odwiedzinach naszych „starszych braci" z innych planet, niszczenie wszelkimi środkami kultur, m.in. Indian, które uważa się za zbyt prymitywne i nie pasujące do dzisiejszych postępowych czasów. Przede wszystkim oddziaływuje się na młodych, zachęcając ich do gloryfikowania blichtru współczesnego stylu życia, łatwizny... Duży wpływ na to mają środki masowego przekazu - środki masowej dezinformacji i manipulacji.

Do tej nowej ery nie jest przygotowanych nawet pięć procent ludzkości. Może dziesięć procent zaczyna dopiero inaczej patrzeć na świat. Nawet wśród Indian Navajo pewien procent uważa podobnie jak większość.

Indianie Navajo uważają, że czas wielkich zmian na Ziemi był przewidziany na lata 2020-2050, ale sądzą, że ten proces będzie przyspieszony i wieloetapowy. Stopniowe nasilanie się częstotliwości trzęsień ziemi, wybuchów wulkanów itp. Daje się jakby szansę ludziom na zmianę swojego postępowania - mimo wszystko jednak przetrwają tylko nieliczni...

Pozostają ciągle bogaci - bogacą się coraz bardziej w sposób urągający wszelkim ludzkim prawom - biednych i nieszczęśliwych z powodu wojen, chorób - przybywa. Ci ostatni są potrzebni, aby stworzyć w końcu armię ludzi bezradnych, ludzi ułomnych i uzależnionych od pomocy „rządowej". Tym ludziom nie daje się szans wydostania się z bagna niemocy, nawet nie daje się im motywacji do szukania pracy, nie daje się im szans aby mogli być ludźmi z godnością...

Trzeba wypominać firmom ubezpieczeniowym, adwokatom, pracodawcom, szpitalom, ministrom? NIE.

Dopóki (wszyscy) ludzie nie zrozumią, że CZŁOWIEK nie jest sam na świecie, że jest nad ludźmi RĘKA WIELKIEGO DUCHA - byłoby to daremne.

Więc czekajmy...

 

Anegdotka

dla odprężenia

Hrabia, po paromiesięcznej nieobecności w domu, spowodowanej pobytem u wód, wrócił był właśnie do rodzinnych włości i został powitany na stacji kolejowej przez wiernego stangreta Józefa.

No i co tam słychać, Józefie?-pyta hrabia, gdy powóz już ruszył. - Nic, szczególnego, - rzecze stangret -poza tym, że złamał się ulubiony scyzoryk jaśnie pana. - Tak? - dziwi się zmartwiony hrabia. - Scyzoryk się złamał? A w jakiż to sposób?. No, po prostu ostrze pękło, jak parobcy zdzierali skórę z charta jaśnie pana. - Co ty mówisz? - woła zbulwersowany hrabia. - To mój chart nie żyje? Ano - odpowiada flegmatycznie Józef-padło biedne psisko, bo zganiało się za wozami z wodą, co jeździły całą noc do pożaru. - Chryste Panie, to we wsi był pożar? - dopytuje się coraz bardziej zdenerwowany dziedzic, na co stangret pobłażliwie prostuje: - Nie, no gdzieżby tam we wsi. Dwór jaśnie pana płonął, jak firanki się zajęły od świec przy katafalku, na którym leżały zwłoki jaśnie pani. - Mój Boże! - wykrzykuje bliski już omdlenia hrabia. - To moja żona umarła? - A tak - potwierdza Józef-jaśnie panią trafił, za przeproszeniem, szlag zaraz po tym, jak wyszło na jaw, że jaśnie panienka puściła się z Antkiem, wie jaśnie pan, tym z czworaków, i będzie miała z nim dziecko...

Spisał i opublikował Józef Lenik


Komentarze  

0 #3 mysia 2008-06-21 08:21
bardzo fajne te opowiadanie:-)
Cytować
0 #2 Gość 2008-06-04 14:34
Ale o co cho?!
Cytować
0 #1 Janek R 2007-05-30 09:32
Czytałem dawno temu w Nieznanym Świecie ale jak pamiętam to tam było sporo foto choć o ile pamiętam to były czarno -białe czy nie mogłeś ich zeskanować ? to umieść podobne wtedy text będzie ciekawszy -wszak widziałem u ciebie wiele jak byłem z wycieczką w twym Trading Post pozdrawiam Janek
Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież